Domownik na talerzu

PETA, organizacja zajmująca się bardzo ogólnie rozumianymi prawami zwierząt, wywiesiła kilka miesięcy temu na amerykańskich ulicach billboardy, na których wymalowane były różne zwierzęta w szeregu. PETA pytała wielkimi literami, w którym miejscu stawiamy granicę, gdzie zaczyna się różnica pomiędzy domowymi pupilami i jedzeniem?

W odpowiedzi na tak postawione pytanie, wiele osób wzięło w swoje ręce puszki z farbą i zaczęło rysować wielkie krechy pomiędzy krową i psem, co akurat stanowiło rozróżnienie pomiędzy zwierzętami uważanymi w naszej kulturze za domowników i tymi, które są popularnym źródłem mięsa. Trzeba jednak sobie uzmysłowić, że jeśli pojeździmy trochę po świecie i porozwieszamy podobne plakaty, kreski będą rysowane zupełnie gdzie indziej.

Święta krowa

Najbardziej znanym przykładem na korzyść zwierząt są indyjskie krowy. Wbrew powszechnej opinii nie są one jednak uważane w hinduizmie za święte. Nic z tych rzeczy. Hindusi wierzą w koło życia, czyli w odradzanie się pod różnymi postaciami, a krowa jest na tym kole bardzo blisko człowieka. Dlatego właśnie zjedzenie krowy byłoby aktem zbliżonym wręcz do kanibalizmu, a jakakolwiek przemoc wobec krów jest zakazana z tego samego powodu, dla którego nie wolno stosować przemocy wobec ludzi. Czasami ochrona krów idzie jeszcze dalej i nie wolno ich nawet przegonić, co jest związane z jedną z interpretacji koła życia, w której krowami stają się ludzie w jakiś sposób karmicznie zasłużeni w czasie swojego życia. Ogólnie są to ludzie, którym należy się szacunek, więc krowy w tym kraju wcale nie są przepędzane.

Smaczny Burek

Na drugim biegunie znajdują się kraje Dalekiego Wschodu, gdzie praktycznie wszystko, co nie jest w stanie dostatecznie szybko uciekać, może zostać zjedzone. Dotyczy to w niewielkim stopniu kotów, ale wśród psów są nawet specjalne rasy uchodzące za najlepsze do określonych dań. Nie należy jednak z tego robić jakiejś wielkiej sensacji. W naszych warunkach jedzenie domowych zwierząt także nie jest niczym nadzwyczajnym Jeszcze 100-200 lat temu po domach polskich wieśniaków, w izbie brudnej, latały spokojnie świnie czy kury, które w razie potrzeby były szlachtowane i uzyskiwano z nich mięso. Chińczycy czy Koreańczycy nie robią tutaj absolutnie niczego innego i bynajmniej nie jest to związane z jakimkolwiek specjalnym okrucieństwem czy pogardą dla zwierząt. Jest to nawet bardziej uczciwe podejście, ponieważ nie jest wprowadzane żadne sztuczne rozróżnienie.

Dodaj komentarz