Z Chin do Korei

Wielu podróżników wie, że Korea Północna jest chętna do przyjmowania gości tylko wtedy, kiedy ci przybywają prosto z Chin. Mało osób ma jednak jakąkolwiek wiedzę odnośnie tego, jak wygląda cała wycieczka, ponieważ wszystko tylko na samym początku sprawia wrażenie normalnego wyjazdu turystycznego. Kiedy zaczyna się północnokoreańska gościnność, człowiek trafia do zupełnie innego świata.

W oczekiwaniu na przygodę

Zdarza się, że niektórzy turyści jako największe przeżycie całej podróży wskazują lot samolotem na miejsce. Odbywa się on najczęściej z Pekinu, ale nie jest to normą. Samo miejsce wylotu też nie ma tutaj jakiegoś specjalnego znaczenia. Liczy się raczej to, co jest naszym miejscem docelowym, a jeszcze bardziej liczy się to, w jaki sposób się tam dostajemy, ponieważ lot samolotem jest czymś naprawdę wyjątkowym.

Samolot

Wsiada się do zwykłego Tupolewa, bardzo popularnego w tej części świata i nie różniącego się specjalnie od innych podobnych samolotów. Już w tym momencie ma się ze sobą opiekuna, który nie opuści nas do momentu powrotu do Chin, ale to nie jest najważniejsze. Znacznie ciekawsi są ludzie, którzy lecą z nami. Wszyscy, co do jednego, nie licząc oczywiście innych turystów, są niczym z wojskowej kompanii reprezentacyjnej, chociaż posuniętej w latach o jakąś dekadę. Wszyscy w nienagannych garniturach, ewidentnie z tego samego miejsca, z gazetami i laptopami. Można przeczytać, że wygląd współpasażerów różni się pomiędzy różnymi podróżami, ale nie sposób nie odnieść wrażenia, że są to osoby podstawione przebywające tutaj tylko dlatego, że pusty samolot oznaczałby mały ruch biznesowy oraz rzucał złe światło na północnokoreański reżim. Nie da się jednak nie zauważyć, że nikt nie korzysta z laptopów czy komórek, które też są na wyposażeniu osób uchodzących za ludzi biznesu.

Pogadanki na pokładzie

Podobnie jednak jak z widokiem za oknem, obserwowanie pasażerów zaczyna się dość szybko nudzić, bo przynosi mniej więcej tyle samo rozrywki, co wpatrywanie się w manekiny na wystawie sklepowej. Bardzo szybko uwagę zaczyna przyciągać film połączony z uwagami agenta prowadzącego, bo tak chyba trzeba opisywać osobę, która jest opiekunem całej wycieczki. Liczba zakazów odnoszących się do bardzo prostych rzeczy już na miejscu jest o tyle długa, co po prostu śmieszna, bo na przykład zakaz robienia zdjęć w dobie satelitów jest po prostu niespecjalnie sensowny.

Dodaj komentarz