Nienormalna normalność

Kiedy przyznajemy się, że byliśmy na wycieczce w Korei Północnej, wiele osób patrzy na nas mniej więcej tak, jakbyśmy właśnie opowiedzieli o wycieczce na księżyc. Trochę trudno się temu dziwić, ale trzeba mieć na uwadze też fakt, że jest to miejsce na pewno nieprzyjemne.

Nikt nie ma też wątpliwości, że oglądane przez turystę na miejscu obrazki nie do końca odnoszą się do rzeczywistości. Jest to taka nienormalna normalność przygotowywana mniej więcej tak, jak kiedyś malowało się trawę w PGRach na przyjazd partyjnej szychy.

Wyznaczone strefy

Kiedy wybieramy się na wakacje, nawet na coraz popularniejsze w ostatnich latach autokarowe wycieczki objazdowe, mamy możliwość zajmowania się swoimi sprawami przez większość czasu. Jeśli się uprzemy, będziemy wożeni z miejsca na miejsce i na tym skończą się wszystkie ingerencje w nasz czas ze strony organizatorów wycieczki. Korea Północna jest pod tym względem absolutnym przeciwieństwem. Wiedzą ogólną jest to, że w czasie wyjazdu jest kategoryczny zakaz fotografowania i nagrywania jakichkolwiek rzeczy, a pilnują tego non stop funkcjonariusze koreańskich służb, ale już mniej osób się orientuje, że nie wolno nawet specjalnie patrzeć w miejsca, w które nie powinniśmy patrzeć, a zagadywanie ludzi to w ogóle wielka zbrodnia w tym kraju. Zapach paranoi unosi się tam wszędzie i jest porządnie wymieszany z oparami absurdu, które też da się wyczuć na każdym kroku. Kiedy wyjeżdża się poza główne metropolie, są to wyjazdy tylko w miejsca ściśle określone, z asystą i bez specjalnego kręcenia karkiem na boki.

Zwykli ludzie

Najwięcej o kraju można się dowiedzieć w czasie podróży czy przechodzenia z miejsca na miejsce. Jest tu na przykład dużo świetnych dróg, ale ma się wrażenie, że to głównie z powodu ich nieużywania i do tego zjechanie choćby na milimetr z głównej drogi spowodowałoby ugrzęźnięcie w błocie. W czasie pokonywania odcinka o długości pięćdziesięciu kilometrów można zauważyć jeden lub dwa samochody, do tego kilka rowerów i resztę społeczeństwa chodzącą pieszo.

Dość ciekawie jest w centrach miast, gdzie ludzie normalnie zajmują się swoimi sprawami. Działa tutaj też metro, przynajmniej w stolicy, ale ludzie zachowują się trochę tak, jakby byli w kolonii karnej. Bardzo mało jest osób, które nie idą najkrótszą ścieżką z punktu A do B i nawet młodzieży spędzającej czas na deskorolce nie widać za dużo. Nie ma wątpliwości, że przeciętna osoba nie ma czego szukać na skwerach miejskich poza czasem, kiedy organizowane są tam na wzór chiński grupowe ćwiczenia czy śpiewanie piosenek na cześć wodza.

Dodaj komentarz