Kulturalna rozmowa w Chinach

Każdy kraj, a właściwie każda kultura posiada jakieś swoje elementy etykiety, przestrzeganie których rozumiane jest ogólnie jako dobre wychowanie w tym kraju. Ważne jest, by nie przekładać swoich zasad po prostu na inną kulturę, zwłaszcza nie na kulturę tak obcą, jaka panuje w Chinach. Można bowiem bardzo łatwo trafić na minę. Trzeba też pamiętać, by się nie obrażać, bo tabu to też element kulturowy i to, co jest tabu dla jednej kultury, będzie elementem kulturalnej rozmowy gdzie indziej.

Rodzina jest wszystkim

Na taki problem trafiać będzie przede wszystkim osoba z naszego kręgu kulturowego, ponieważ w naszym mniemaniu prywatność jest bardzo ważna, jeżeli nie najważniejsza. Chiny to kraj, gdzie żyje się przede wszystkim w społecznościach, a najważniejszym elementem społeczności jest komórka rodzinna. Dlatego każda kulturalna rozmowa będzie się zaczynała przede wszystkim od dokładnego wypytania się o nasze dzieci, nasze małżeństwo, rodziców, dziadków i tak dalej i tak dalej. Może to zająć nawet godzinę i nie zostaniemy oszczędzeni nawet w kwestiach takich jak to czy jesteśmy w naszym związku szczęśliwi. Istnieją tutaj różnice pomiędzy regionami w Chinach, ale ogólne zasady są wszędzie mniej więcej takie same. Warto pamiętać, ze jak się samemu odpowie na takie pytania, trzeba potem też je zadać, co jest warunkiem koniecznym nawiania nici porozumienia. Ma to znaczenie w absolutnie wszystkich kontaktach i nie powinniśmy się dziwić, jeśli boy hotelowy w czasie jazdy windą zacznie nas wypytywać o zdrowie naszego rodzeństwa. Jest to ekwiwalent naszej dyskusji o pogodzie.

Polityka to tabu

W naszej kulturze jednym z najbezpieczniejszych tematów jest zawsze narzekanie na politykę, sytuację gospodarczą w kraju i ogólnie na tych złych u władzy. Panuje też śmieszne przekonanie, że działanie państwa i rządów jest kompletnie oderwane od ich narodów. W Chinach takie coś jest nie do pomyślenia i swoje państwo traktuje się tam niczym rodzinę. Z tego powodu poruszanie jakichkolwiek tematów politycznych jest bardzo złym pomysłem i może natychmiast zrazić do nas każdego rozmówcę narodowości chińskiej. Jest to afront porównywalny z nazwaniem córki gospodarza odrażającym pasztetem czy innym obraźliwym wyzwiskiem. I wcale nie trzeba powiedzieć nic wielkiego. Wystarczy tylko na milimetr zboczyć z oficjalnej linii kraju i w pełni wystarczy to do tego, byśmy zaczęli uchodzić za wroga numer jeden każdego Chińczyka, nawet jeśli naszą rozmowę prowadzimy w Nowym Jorku lub Berlinie.

Dodaj komentarz